czwartek, 17 stycznia 2013

Opowiadanie nr. 1 cz. 2

"Ucieczka i nowa miłość"
U dołu ślepi wilczycy zebrały się łzy. Czuła się jakby zaraz miała umrzeć ze smutku. Jej serce należało już do innego wilka. Rozpłakała się jak małe dziecko i pobiegła w głąb lasu z krzykiem:
- Nie macie prawa ingerować w moje życie! Jesteście okropni! Nienawidzę was! WSZYSTKICH!
Yelo rzucił się wraz z watahą w stronę córki z wrzaskiem:
- Szybko! Nie może uciec!
Wilk alfa nie przewidział jednej rzeczy - przecież to on sam szkolił swoją córkę, na jedną z najszybszych i najlepszych w walkach wilczycę! Nie przemyślana decyzja, skończyła się fiaskiem; Marikit była już daleko. ZA daleko żeby ją dogonić. Wilki szybko zdały sobie z tego sprawę. Nie mieli już po co, dalej biec. Wrócili na Wilczą Polanę.
- Grr... a było blisko! - warczał wściekły Yelo. - Gdyby ona miała więcej oleju w głowie, wiedziałaby, że robimy to nie tylko dla jej dobra, ale i dla połączenia watah! Inaczej... brrr, aż boję się pomyśleć co się teraz stanie!
- Nie martw się kochanie. - rzekła spokojnie Torjua. - Nasza córka wie co robi. Prędzej, czy później wróci. 
Alfa zamyśliła się. W słowach wilczycy było sporo racji, aczkolwiek... nie brało to góry nad obowiązkami przywódcy. Nie miał do tego głowy. Postanowił jutro przekazać to ojcowi Aurinko. W duchu modlił się, aby jego przeciwnik nie wywołał przez to konfliktu.

czwartek, 3 stycznia 2013

Opowiadanie nr. 1 Cz. 1

"Zaręczyny"
Poranek zagościł do gęstego, okrtego śnieżną kołdrą lasu. Nad rzekę, która dzieliła północną część lasu od południowej, przybyła Marikit - biała, najpiękniejsza w Południowym Lesie wilczyca, a zarazem niezależna córka pary alfa. Położyła się na skalistym brzegu, który nie był pokryty śniegiem i raz po raz, dotykała pazurem zimnej tafli wody.

 - O, cześć Marikit! - zawołał znany jej głos. Odwróciła powoli łeb i ujrzała swojego znajomego, wilka Taonga. Był to szary i mocno zbudowany wilczur z zielono-złotymi oczami. A właściwie okiem, gdyż drugie miał zamknięte z powodu "nowozdobytej" blizny (wataha traktowała go dość chłodno, jako że był omegą i przybłędą).
- Witaj Taong. - mruknęła i westchnęła ponuro, patrząc na jego zadrapanie. - To znowu Bety z watahy?
- Niestety...
- Spokojnie, kiedyś się zagoi. - uśmiechnęła się Marikit. Nagle, wpadł jej do głowy świetny pomysł. Podeszła do wilka, pacnęła go łapą i zawołała:
- Berek! - i zaczęła szybko mknąć zgodnie z nurtem rzeki, a Taong za nią. Śmiali się przy tym jak nigdy. Kiedy jednak tak biegli wilczyca poczuła, że jest wyczerpana. Zatrzymała się przy jakimś krzewiei sapała. Wtedy też jej przyjaciel się zatrzymał i chwilę odpoczął. Dwójka, ponownie się roześmiała. Nagle wilk skoczył na białą i poturlali się z pobliskiego wzgórza. Oczywiście Taong, był silniejszy i był nad nią, kiedy się sturlali. Uśmiechnięci patrzyli sobie w oczy.
- Czy ja przypadkiem nie przeszkadzam? - zapytał ktoś. Wilki spojrzały w lewo i zauważyli stojącego na skałce Yelo - ojca Marikit. Omega zeszła z przyjaciółki. Natomiast biała podkuliła i podeszła do ojca.
- Tato ja... - szepnęła Marikit, głosem takim, jakby zaraz miała zacząć płakać.
- Idziemy do domu! - warknął wilk, a następnie jego wzrok padł na Taonga. - A ty, nie śmiej się zbliżać do mojej córki! - po czym ruszył w kierunku terenów watahy. Marikit rzuciła omedze smutne spojrzenie i poszła z ojcem. Oboje dotarli do Śnieżnych Skałek - miejsca pobytu watahy Yelo i jego małżonki Torju'y, która właśnie wyszła z jaskini.
- A więc - rozpoczął Yelo, kiedy wszystkie wilki usiadły w kole, a pośrodku siedziała Marikit. - mam dla ciebie cudowną wiadomość córeczko! Zostałaś zaręczona z synem pary alfa, Północnej watahy, Aurinko! - i uśmiechnął się. Zza jego grzbietu wyszedł zaś rudawo-biały wilk. To był właśnie on. Wilczyca wytrzeszczyła niebieskie oczy i zawołała:
- Że co?!