"Ucieczka i nowa miłość"
U dołu ślepi wilczycy zebrały się łzy. Czuła się jakby zaraz miała umrzeć ze smutku. Jej serce należało już do innego wilka. Rozpłakała się jak małe dziecko i pobiegła w głąb lasu z krzykiem:
- Nie macie prawa ingerować w moje życie! Jesteście okropni! Nienawidzę was! WSZYSTKICH!
Yelo rzucił się wraz z watahą w stronę córki z wrzaskiem:
- Szybko! Nie może uciec!
Wilk alfa nie przewidział jednej rzeczy - przecież to on sam szkolił swoją córkę, na jedną z najszybszych i najlepszych w walkach wilczycę! Nie przemyślana decyzja, skończyła się fiaskiem; Marikit była już daleko. ZA daleko żeby ją dogonić. Wilki szybko zdały sobie z tego sprawę. Nie mieli już po co, dalej biec. Wrócili na Wilczą Polanę.
- Grr... a było blisko! - warczał wściekły Yelo. - Gdyby ona miała więcej oleju w głowie, wiedziałaby, że robimy to nie tylko dla jej dobra, ale i dla połączenia watah! Inaczej... brrr, aż boję się pomyśleć co się teraz stanie!
- Nie martw się kochanie. - rzekła spokojnie Torjua. - Nasza córka wie co robi. Prędzej, czy później wróci.
Alfa zamyśliła się. W słowach wilczycy było sporo racji, aczkolwiek... nie brało to góry nad obowiązkami przywódcy. Nie miał do tego głowy. Postanowił jutro przekazać to ojcowi Aurinko. W duchu modlił się, aby jego przeciwnik nie wywołał przez to konfliktu.
Markit pobiegła wydeptaną przez leśne zwierzęta ścieżkę. Była zrozpaczona, ale też wściekła. Czy rodzice zdają sobie sprawę, z tego, co właśnie zrobili? I rzekomo to miało jej wyjść na dobre?! O nie, jej łapa więcej nie postanie na Wilczej Polanie!
Wilczyca biegła na oślep. To był błąd. Pobiegła na wprost w stronę wielkiego wodospadu. Biała potknęła się o wystającą belkę, przetoczyła się i runęła wprost w wodospad. Ściana wody wydawała z siebie ogromny hałas, Marikit czuła się jakby zaraz miała umrzeć. Wreszcie, wydobył się głuchy plusk; wilczyca spadła i uderzyła głową o dno. Straciła przytomność, skazana została na śmierć.
W jednej chwili, do rzeki wpadł długi, pomarańczowy punkt. Zwinnie machając łapami, zanurkował na samo dno, chwycił w swoje szczęki kark Marikit i wydobył ją na najbliższy brzeg. Był to wilk o rudawej sierści i czarnych, lśniących oczach. Trącił mokrym nosem, uratowaną przez siebie białą wilczycą. Ta nagle, zakasłała i wypluła wodę z pyska. Czuła się... nieco... "nietrzeźwa".
- Gdzie... gdzie ja jestem? - zapytała szeptem.
- Jesteś na Leśnej Lagunie. - odrzekł obojętnie wilk. Źrenice Marikit zwiększyły się. Podskoczyła i wbiła pazury w sierść swojego "ratownika" i powaliła go.
- Kim ty niby jesteś? Czy ty uważasz, że wolno ci nawet spojrzeć, na córkę alfy?! - wrzasnęła, ukazując kły. Ten tylko zmrużył oczy ze znużeniem i powiedział:
- Jestem samotnikiem i wędrowcem. Zwę się Ash.
Ash? Marikit gdzieś już słyszała to imię. Ale zapomniała już. Z resztą, nie pamiętała większości, Taonga, zaręczyny, watahę. Z cichym pomrukiem zeszła z wilka. Ash wstał i zaśmiał się kpiąco.
- Dziękuję nie usłyszę?
- Dziękuję, dziękuję... - burknęła wilczyca i ruszyła w głąb pobliskiego lasu. Rudy jednak zagrodził jej drogę i zawołał:
- Zabawna jesteś. Jak na alfę. Ale terenu tutaj nie znasz, mieszkańcy też nie są ZBYT gościnni. W tym wypadku mogę zrobić wyjątek i cię przyjąć.
Biała zastanowiła się. Może lepiej by mu było zaufać? Był dość przyjacielski, a liczyło się jeszcze uratowanie życia! Mruknęła:
- No dobrze. Zostanę tu.
- Świetnie! - powiedział Ash. - Choć, pokażę ci moją grotę.
Marikit poszła za nim. Teraz zrozumiała, że była zakochana po raz kolejny. Tym razem, w nim.
Yelo rzucił się wraz z watahą w stronę córki z wrzaskiem:
- Szybko! Nie może uciec!
Wilk alfa nie przewidział jednej rzeczy - przecież to on sam szkolił swoją córkę, na jedną z najszybszych i najlepszych w walkach wilczycę! Nie przemyślana decyzja, skończyła się fiaskiem; Marikit była już daleko. ZA daleko żeby ją dogonić. Wilki szybko zdały sobie z tego sprawę. Nie mieli już po co, dalej biec. Wrócili na Wilczą Polanę.
- Grr... a było blisko! - warczał wściekły Yelo. - Gdyby ona miała więcej oleju w głowie, wiedziałaby, że robimy to nie tylko dla jej dobra, ale i dla połączenia watah! Inaczej... brrr, aż boję się pomyśleć co się teraz stanie!
- Nie martw się kochanie. - rzekła spokojnie Torjua. - Nasza córka wie co robi. Prędzej, czy później wróci.
Alfa zamyśliła się. W słowach wilczycy było sporo racji, aczkolwiek... nie brało to góry nad obowiązkami przywódcy. Nie miał do tego głowy. Postanowił jutro przekazać to ojcowi Aurinko. W duchu modlił się, aby jego przeciwnik nie wywołał przez to konfliktu.
Markit pobiegła wydeptaną przez leśne zwierzęta ścieżkę. Była zrozpaczona, ale też wściekła. Czy rodzice zdają sobie sprawę, z tego, co właśnie zrobili? I rzekomo to miało jej wyjść na dobre?! O nie, jej łapa więcej nie postanie na Wilczej Polanie!
Wilczyca biegła na oślep. To był błąd. Pobiegła na wprost w stronę wielkiego wodospadu. Biała potknęła się o wystającą belkę, przetoczyła się i runęła wprost w wodospad. Ściana wody wydawała z siebie ogromny hałas, Marikit czuła się jakby zaraz miała umrzeć. Wreszcie, wydobył się głuchy plusk; wilczyca spadła i uderzyła głową o dno. Straciła przytomność, skazana została na śmierć.
W jednej chwili, do rzeki wpadł długi, pomarańczowy punkt. Zwinnie machając łapami, zanurkował na samo dno, chwycił w swoje szczęki kark Marikit i wydobył ją na najbliższy brzeg. Był to wilk o rudawej sierści i czarnych, lśniących oczach. Trącił mokrym nosem, uratowaną przez siebie białą wilczycą. Ta nagle, zakasłała i wypluła wodę z pyska. Czuła się... nieco... "nietrzeźwa".
- Gdzie... gdzie ja jestem? - zapytała szeptem.
- Jesteś na Leśnej Lagunie. - odrzekł obojętnie wilk. Źrenice Marikit zwiększyły się. Podskoczyła i wbiła pazury w sierść swojego "ratownika" i powaliła go.
- Kim ty niby jesteś? Czy ty uważasz, że wolno ci nawet spojrzeć, na córkę alfy?! - wrzasnęła, ukazując kły. Ten tylko zmrużył oczy ze znużeniem i powiedział:
- Jestem samotnikiem i wędrowcem. Zwę się Ash.
Ash? Marikit gdzieś już słyszała to imię. Ale zapomniała już. Z resztą, nie pamiętała większości, Taonga, zaręczyny, watahę. Z cichym pomrukiem zeszła z wilka. Ash wstał i zaśmiał się kpiąco.
- Dziękuję nie usłyszę?
- Dziękuję, dziękuję... - burknęła wilczyca i ruszyła w głąb pobliskiego lasu. Rudy jednak zagrodził jej drogę i zawołał:
- Zabawna jesteś. Jak na alfę. Ale terenu tutaj nie znasz, mieszkańcy też nie są ZBYT gościnni. W tym wypadku mogę zrobić wyjątek i cię przyjąć.
Biała zastanowiła się. Może lepiej by mu było zaufać? Był dość przyjacielski, a liczyło się jeszcze uratowanie życia! Mruknęła:
- No dobrze. Zostanę tu.
- Świetnie! - powiedział Ash. - Choć, pokażę ci moją grotę.
Marikit poszła za nim. Teraz zrozumiała, że była zakochana po raz kolejny. Tym razem, w nim.
Hej;) Nie mogłam znaleźć miejsca, gdzie zalinkowałaś skąd pochodzi szablon. Można by dać o tym informację w bocznej szpalcie zamiast w FAQ?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam;)
probyszablonowania.blogspot.com
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń