"Zaręczyny"
Poranek zagościł do gęstego, okrtego śnieżną kołdrą lasu. Nad rzekę, która dzieliła północną część lasu od południowej, przybyła Marikit - biała, najpiękniejsza w Południowym Lesie wilczyca, a zarazem niezależna córka pary alfa. Położyła się na skalistym brzegu, który nie był pokryty śniegiem i raz po raz, dotykała pazurem zimnej tafli wody.- O, cześć Marikit! - zawołał znany jej głos. Odwróciła powoli łeb i ujrzała swojego znajomego, wilka Taonga. Był to szary i mocno zbudowany wilczur z zielono-złotymi oczami. A właściwie okiem, gdyż drugie miał zamknięte z powodu "nowozdobytej" blizny (wataha traktowała go dość chłodno, jako że był omegą i przybłędą).
- Witaj Taong. - mruknęła i westchnęła ponuro, patrząc na jego zadrapanie. - To znowu Bety z watahy?
- Niestety...
- Spokojnie, kiedyś się zagoi. - uśmiechnęła się Marikit. Nagle, wpadł jej do głowy świetny pomysł. Podeszła do wilka, pacnęła go łapą i zawołała:
- Berek! - i zaczęła szybko mknąć zgodnie z nurtem rzeki, a Taong za nią. Śmiali się przy tym jak nigdy. Kiedy jednak tak biegli wilczyca poczuła, że jest wyczerpana. Zatrzymała się przy jakimś krzewiei sapała. Wtedy też jej przyjaciel się zatrzymał i chwilę odpoczął. Dwójka, ponownie się roześmiała. Nagle wilk skoczył na białą i poturlali się z pobliskiego wzgórza. Oczywiście Taong, był silniejszy i był nad nią, kiedy się sturlali. Uśmiechnięci patrzyli sobie w oczy.
- Czy ja przypadkiem nie przeszkadzam? - zapytał ktoś. Wilki spojrzały w lewo i zauważyli stojącego na skałce Yelo - ojca Marikit. Omega zeszła z przyjaciółki. Natomiast biała podkuliła i podeszła do ojca.
- Tato ja... - szepnęła Marikit, głosem takim, jakby zaraz miała zacząć płakać.
- Idziemy do domu! - warknął wilk, a następnie jego wzrok padł na Taonga. - A ty, nie śmiej się zbliżać do mojej córki! - po czym ruszył w kierunku terenów watahy. Marikit rzuciła omedze smutne spojrzenie i poszła z ojcem. Oboje dotarli do Śnieżnych Skałek - miejsca pobytu watahy Yelo i jego małżonki Torju'y, która właśnie wyszła z jaskini.
- A więc - rozpoczął Yelo, kiedy wszystkie wilki usiadły w kole, a pośrodku siedziała Marikit. - mam dla ciebie cudowną wiadomość córeczko! Zostałaś zaręczona z synem pary alfa, Północnej watahy, Aurinko! - i uśmiechnął się. Zza jego grzbietu wyszedł zaś rudawo-biały wilk. To był właśnie on. Wilczyca wytrzeszczyła niebieskie oczy i zawołała:
- Że co?!

Coś czuję, że Marikit nie jest zadowolona z decyzji rodziców. Ja tam bym wolała, żeby mężem Marikit był Taong:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie:)
Damu
Marikit chyba nie jest zadowolona z decyzji swoich rodziców...
OdpowiedzUsuńno cóż...
pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
Bąbelek:)
Zgadzam się z powyższymi komentarzami. Marikit faktycznie nie była zadowolona decyzją swoich rodziców. Cóż. Co do notki bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Wszystko ładnie, poprawnie opisałaś. Czekam na kolejną notkę i pozdrawiam !
OdpowiedzUsuń